Mimo kiepskiej pogody - wietrzysko i siąpiący deszczyk - ekipa p. Edka pracowała, a ja musiałam pojechać na odbiór kolejnej układanki.

Panaedkowe robolki poukładały i poprzylepiały kolejne elementy naszej piernikowej chatki! Robi mi się włochaty grzbiet, jak patrzę na te kawałki, z których powstaje dom i wierzyć mi się nie chce, że to kiedyś będzie miejsce przytulne i ciepłe.
Chwilę przed tym nim przyjechałam, to ponoć wyjątkowo powiało. Skutek - płyty w trakcie rozładunku poleciały im na łby. Poza tym coś przy dźwigu się poluźniło i walnęło haczykiem w górkę szczytowej płyty - co widać na zdjęciu z mieczami balkonowymi. Mam się niczym nie martwic, bo i tak ponoć będzie cudnie!


Pewnie, jedni mają gdzieś, a drudzy się nabijają - to mój komentarz do dwóch ostatnich zdjęć
;-)