Jednak mimo tego "urlopu" telefon działał i przekazywał od rana różne informacje:
- pan Ryba zadzwonił, że oficjalnie jest chory na 3 dni, a nieoficjalnie, że pod Łodzią ma fuchę. Prawda jaki wzruszająco szczery?! Jego robolki podobno pracują - wycinają w hali resztę kroksztynów, a jutro lub w środę mają zabrać się za stawianie krokwi;
- pan Jan zawiadomił, że nie dzisiaj, lecz w środę, będą stawiane oba kominy, gdyż przywieźli mu nie ten rozmiar co należy, a wymiana potrwa do popołudniowego jutra!
- bank, w postaci maila od pani Anny, poinformował mnie rano, że pani Ania zatelefonuje po 12-tej, aby przekazać mi kolejne informacje kredytowe. Za pól godziny będzie 3 PM i czekam dalej...- zadzwoniłam do pana Tomka - elektryka - z propozycją, aby pojechał na Wygodę i przeciągnął kabel od zewnętrznej skrzynki elektrycznej do domu, do piwnicy. Koszmarogaraż nie jest jeszcze zasypany, okno jest w nim narazie wielkie, więc zaoszczędzi sobie pracę łopatą i przez tę wielką dziurę spoko wprowadzi kabel do katakumb! Prawdopodobnie na budowie będzie jutro, lub najdalej w sobotę.
Do kitu z takim dniem!