sobota, 20 marca 2010

Awaria Rovera :(

Niestety - niestety nie mogłam pojechać na umówione spotkanie z kierownikiem budowy, ponieważ nawet nie wyjechałam z garażu - cholera jasna, psiakrew! Padła przypuszczalnie stacyjka lub rozrusznik. Red Bull wraz z Tatusiem jest na stoczni, więc nici z jazdy. Odwołałam spotkanie, podłączyłam auto do prostownika (tak na wszelki wypadek), umówiłam się na holowanie i teraz mam nieplanowane wolne!
W poniedziałek rano przyjedzie serwis, wyciągnie bydlaka z garażu, zawlecze na postronku na Hutniczą i może szybko naprawią - jeśli nie trzeba będzie, co najmniej tygodnia czekać na jakąś część, co już się nieraz zdarzało.
Biedny samochodzik, może zachorował żeby trochę odpocząć, może, ale co ja bez niego zrobię? Jak by co, to będę Tatusia/Wojtusia zawozić na szóstą rano na statek, dzięki czemu dalej będę mobilna. A następnie do Przetoczyna, gdzie zostawię Red Bulla przy sklepie pani Lucynki i dalej z buta, a co!
Kochani, życzę Wam świetnej soboty i niedzieli - macie mnie z głowy aż do poniedziałku! 

piątek, 19 marca 2010

A jednak na Wygodzie!

I jak przewidywałam, tak się stało. Zadzwonili i pojechałam.


Droga na Wygodzie coraz gorsza, jazda karkołomna, bo auto się ślizga w glinianej mazi pośród  ogromnych kolein! Dobrze, że mamy Rovera 4x4. Red Bullem (Joanny małe czerwone autko) nie dałabym absolutnie rady. Już mi nawet nie przeszkadza, że Rover tyle pije na 100km. Jeszcze trochę i zapiszę go do AA, a sama przesiądę się na oszczędnego Red Bulla - ale kiedy to nastąpi... nie wiem, bo cienko widzę szybkie osuszenie się drogi! Tyle na temat drogi napisałam, bo problem jest duży i gliniany, i pełen wielkich dziur, i coś, kiedyś, będzie trzeba z tym zrobić. A narazie codziennie pod domem szlauch w jedną  garść, w drugą szczotka i pucu, pucu, chlastu, chlastu!
W rezultacie w Przetoczynie byłam  dwa razy. Najpierw podjechałam na rozmowie z majstrem, następnie skoczyłam do Miszewka i przez Przetoczyno upaprana po dach, wróciłam do Gdyni.
Ponieważ lekko przesunęłam piwniczną łazienkę i doświetliłam dwa pomieszczenia, to musiałam mieć naniesione te zmiany na projekcie. Trzeba to zrobić najdalej do poniedziałku, wiec nie miałam wyboru. Majster zrobił pomiary, a ja z karteczką pojechałam do Miszewka, do architektów. A tam, jak zawsze, chwile popatrzyłam sobie na koniki - śliczne zwierzaki.
Omówiłam z panią Alicją temat (przyobiecała mi, że w poniedziałek na ósmą mogę przyjechać po płachtę z projektem) i nazad do Przetoczyna z brudnopisem dla majstra. Dzisiaj panowie chcieli choć mniej więcej znać nowe położenie ścianek i wylotu rurek wod-kan.
Jeszcze dzisiaj przyjedzie koparka i wywrotka ze żwirem, aby zasypać "podłogę" fundamentu przed laniem betonu. Tak więc jutro jadę na wizję lokalną i spotkanie z kierownikiem budowy.
Z innej beczki! Zazdrościłam Ci Jarku, że macie kijki do chodzenia, czyli Nordic Walking. Ja też już takie mam - dzięki niezastapionemu Lidlowi! Ale czy będę z nimi łazić? To się okaże...

Dzień bez Wygody

Dzisiaj nie jadę na wieś, czyli nie będzie budowlanych newsów. No, chyba, że konieczność wyższa, w postaci telefonu od p. Grzegorza lub Janusza wsadzi mnie do auta! Podobno mają być od dzisiaj do niedzieli małe deszcze, więc gliniaste kałuże się powiększą, a prace spowolnieją.

czwartek, 18 marca 2010

O kawałek wyżej

Omówiłam sprawę okien, ale jeszcze nie podjęłam decyzji, czy okna uchylne, czy luksfery. Przyjedzie kierownik budowy (dzisiaj nie mógł), to przegadamy temat raz jeszcze.
Dom rośnie, choć, według nich, z niewielkim opóźnieniem przez wczorajszy ziąb i deszcz. Wczoraj bowiem, panowie zwinęli się już o 15-tej. Dzisiaj pogoda w miarę dobra, wiec powiedzieli, że nadgonią.  Nie sądzę, bo przywiozłam im dzisiaj pączki i pewnie przerw na kawę zrobią sobie więcej :)
Niech nie pędzą, niech to się buduje spokojnie! Jeszcze przecież bank nie dał głosu!!!
Oddali termosy, bo przywieźli sobie czajnik elektryczny. Jeden termos szlag trafił - co było do przewidzenia, bo w takich warunkach musiałby on być ze stali, a nie z cienkiego plastiku. Drugi jednak ma się dobrze i jeszcze z nami trochę pożyje - pewnie przyda się na wiechę...